O autorze
Jestem pasjonatem nowych technologi i mobile marketingu, CO-Founderem w nowym startupie Dronowym oraz studia filmowego tworzącego wideo z drona i nie tylko Green Movie, współtwórcą agencji mobile marketingowej Green Eyes Angel, dziennikarzem, startupowcem i ojcem założycielem dwóch barcampów o technologiach mobilnych „Mobile Revolution” i „Mobile Monday Sielsia”. Prywatnie się wspinam, oraz staram się spróbować wszystkiego co podnosi poziom adrenaliny we krwi.
@mhalaba | web:niedopasowany.pl

Skąd się wziął ten cały burdel w identyfikacji wizualnej, przecież jest ustawa która powinna temu zapobiegać?

Rozmowa z Andrzejem-Ludwikiem Włoszczyńskim

Matthew Halaba:Witaj Andrzeju, zacznę od początku. Kim jesteś i co robisz, żeby przybliżyć Twoją osobę czytelnikom ?



Andrzej-Ludwik Włoszczyński: Projektant, ponad 40 pracy, min. w okresie PRL 10 lat spędziłem jako grafik w Państwowym Instytucie Wydawniczym, po transformacji 15 lat prowadziłem autorską pracownię projektową, 3 lata wykładowca identyfikacji wizualnej w Warszawskiej Szkole Reklamy. Ilustrator. Doradca. Obecnie freelancer i jednoosobowa orkiestra projektu Orli Dom

MH:Od dłuższego czasu „walczysz” o uporządkowanie znaków graficznych wykorzystywanych przez Państwo w celach identyfikacji, a teraz jesteśmy świeżo po prezentacji nowego logo Polski, co o, nim sądzisz?

ALW: Na początek wyjaśnienie, po pierwsze postanowiłem polemizować z tezami jakie zaprezentowano w Rzeczypospolitej, na temat nowego logo Polski.
Po drugie skonkretyzuję, przy okazji, moje zastrzeżenia do znaku „sprężyny”
.Czytam w tekście „Czy sprężyna zastąpi latawca” Anity Błaszczak, Rzeczypospolita 5.06.2014, takie stwierdzenie:
„Zdecydowaliśmy, że na 25-lecie uporządkujemy branding kraju”
Uporządkowanie? czy dodawanie i powiększanie chaosu?
Normowanie brandingu narodowego nie polega na tworzeniu kolejnych znaczków i haseł, a na posprzątaniu, na początek, chaosu z państwowymi symbolami, prezentowanymi u nas i za granicą, że przypomnę czarnego, fikuśnego orła ambasady w Buenos Aires.
Sprzątanie chałupy nie zaczyna się kupowaniem pelargonii na okno. 
Zamiast, więc unormowania od podstaw bawimy się w kolejne znaczki, które podobno będą lepsze niż poprzednie. 
Piszę podobno, bo jakoś nigdzie nie znalazłem informacji jak się „latawiec” przebił do świadomości obcokrajowców, jak i na, ile zakorzenił. Mam wrażenie, że nikt takich badań nie robił.

Równie nieprzekonująca jest konieczność posiadania n-tej ilości znaków dla naszego kraju. Osobno kraju, osobno turystyczne POT, osobno MSZ, osobno MG itd. itd. 
Wielość rodzi chaos informacyjny i w sumie odbiorca nie koduje kraju, jako całości, o ile w ogóle koduje jakiś znak i wiąże z Polską, poza orłem naturalnie.


Marcin Kalkhoff, na FB, ujął to krótko:
„Brak spójnego, konsekwentnego i restrykcyjnego podejścia do tego tematu skutkuje, że za każdym razem do kampanii kraju przykleja się inny znaczek. Dobrze, że, choć kolory się zgadzają (choć i tak mam wrażenie, że w zależności od potrzeb czerwony jest nieco inny).”

Kolejny cytat z Rzepy:
„Najpierw zobaczył w nas creativ tension, a potem spring, czyli wiosnę, źródło albo sprężynę – symbol tego, że czas się odbić – podkreśla Paweł Tyszkowski, pełnomocnik zarządu SKM SAR.”

Piotr Płoch przywołał zaś, w swoim komentarzu na FB, taki cytat z Olinsa:
„Olins: Tak. Skojarzenia kulturowe, eksportowe, biznesowe, turystyczne, religijne. A potem używam ich do stworzenia idei opisującej dany kraj, która jest atrakcyjna i konkurencyjna. Bo chodzi o konkurencję. Przecież każdy naród rywalizuje z innymi o przyciąganie inwestycji, sprzedaż swoich produktów czy turystykę. Jeśli to przyciąganie się uda – kraj się bogaci.”

OK. Jest idea „twórcze napięcie”. Bardzo dobra. „Wiosna” też jest w porządku, ale już zobrazowanie tego sprężyną i to tak narysowaną? I, kto skasuje wcześniejsze ileś tam znaków latających po świecie w imieniu Polski?
Uważam, że przy promocji Polski, jako kraju, powinniśmy wykorzystywać herb/godło lub znak powstały na tej bazie, jako ugruntowanie znaku już rozpoznawalnego i bogatego symbolicznie. Szwajcaria nie ma problemu z własnym godłem i marka kraju jest z ich godłem . To nie jest kwestia podobania się, tylko przypisywania konkretnych symboli, narodowych i utrwalania ich.
Anglicy dla marki Britain użyli własnej flagi. Podobno znak sprężyny wpisuje się w kształt granic Polski, ok, ale zafałszowuje te granice, chyba , że zaanektowaliśmy już część byłej Czechosłowacji.

MH:O co tak naprawdę „walczysz” tworząc projekt orli dom?


ALW:Właściwie cały czas o to samo, by było normalnie, nie prowizorycznie. A jak wiadomo prowizorki są najtrwalsze. Kiedyś pisałem, jak inni, że nie tak, że brakuje, że można, by. W pewnym momencie stwierdziłem, że to wszystko są bzdety, lanie wody przy kolejnej okazji, bo tak naprawdę wszystkie te dyskusje i utyskiwania obracały się w obszarze gdybań. Więc postanowiłem pokazać wizualnie, o co chodzi.
Opisanie czegoś słownie to pole do indywidualnego zobrazowania sobie w głowie, dla każdego innego zobrazowania. No i drobiazg trzeba jeszcze mieć tą wyobraźnię na tyle wyszkoloną, by obrazować, a wielu ludzi nie ma, słucha i nic nie jest w stanie sobie wyobrazić, ale już ilustrację łapią i to dużo łatwiejsza forma dotarcia. 
Tak powstała pierwsza projektu Orli Dom - herb mały. 
Bo problem jest niby drobny, ale uwierający wszystkich, którym przychodzi z herbem czy godłem pracować - mamy tylko fotografię ręcznie namalowanego przez Andrzeja Heidricha herbu Rzeczypospolitej w załączniku do Ustawy o godle. 
Tylko, bo nigdy oficjalnie nie wykonano digitalizacji, nie przygotowano odpowiednich formatów plików. I stajemy przed problemem permanentnego odtwarzania herbu lub godła, to , co się dziwić, że te herby i godła wyglądają jak wyglądają, czyli różnorako i na ogół marnie, bo to odtwarzanie wymaga niezłej sprawności manualnej. A, więc nie mamy podstawowych rzeczy, które dawno już na świecie opracowano i udostępniono, dla ułatwienia, ale i dla zachowania właściwego wyglądu. Ja postanowiłem pójść dalej:
1) zrobić rysunek orła przyjaźniejszym dla rónych technologii np. wycinanie laserowe, a przy okazji opracować wersje do różnych celów, dokładnie na tej samej zasadzie jak buduję księgi nowo projektowanych znaków. 
Jest, więc i pole ochronne i skalowanie i pełna specyfikacja barw od Pantone przez HKS, CMYK, RAL, tekstylia itp.. 
Potem powstawały kolejne części Godło Wojewody, Godło Ministra, Księga tablic Urzędowych. Wszystkie trzy wchodziły już w materię równie pustynną, czyli stosowania godła i jednocześnie ujednolicania poprzez to godło innych elementów składających się na wizerunek rządu (, bo na razie tyle zrobiłem :)). To już jest materiał, który pozwala na dyskutowanie tematu w oparciu o konkrety. Opisujący stan zastany i proponujący rozwiązania nad, którymi warto się pochylić i dyskutować.

MH:Kto tworzy orli dom?


ALW: Projekt Orli Dom realizuję/projektuję jednoosobowo, od 2006 r., w kwestiach heraldycznych konsultantem był Krzysztof J. Guzek, przy ostatniej części Godle Ministra zasięgałem z kolei opinii Leszka Bielskiego, projektanta dobrze zorientowanego w temacie identyfikacji rządów Holandii, Dani, UK, czy Szwajcarii. To część pracy przyjemna, choć rozwleczona w czasie, a właściwie realizowana w wolnym czasie. 
Jest i druga część, czyli testy w różnych technologiach nie mniej przyjemna, ale i wymagająca finansowania z prywatnej kieszeni, dlatego niektórych testów na razie nie wykonałem - wykonanie np. wzorcowej tablicy emaliowanej to koszt 1500 zł za 1 sztukę, a potrzebne byłyby trzy różne wersje. 
Wspaniale byłoby dysponować gronem specjalistów współpracowników/konsultantów z różnych dziedzin, móc wykonać próby w technologiach nietypowych nie martwiąc się o koszty na pewno taki zespół byłby w stanie opracować temat szczegółowo w dwa , trzy lata. Ja, z racji ograniczonego czasu jedynie pokazuje z grubsza kierunki warte rozważenia, a temat wciąż się rozrasta o kolejne wątki.

MH:Na stronie projektu jest napisane „Od lat 22 toczą się z mniejszym lub większym natężeniem boje o poprawienie rysunku herbu Orła Białego i samej Ustawy oraz uzupełnienie jej braków, jak dotąd bez echa. Nie ma woli politycznej. Trudno, czas zatem pokazać, że można coś zrobić, bez oglądania się na klasę polityczną.” 
Dlaczego mówisz, że nie ma woli politycznej? Przecież naszym polityką powinno zależeć na spójności przekazu?

ALW: Bo nie ma, z moich rozmów z różnymi ludźmi, na różnych szczebelkach, wyłania się taki obraz - wspaniała robota, ale to może lepiej Ci, z drugiej strony, by się tym zajęli. 
Gorący kartofel. I na dodatek próbujący urwać ten stan permanentnej logozy na wszystkich poziomach, zmuszający nie tyle do myślenia co do pracy. 
Pewien Pan Poseł zrobił aferę o godło na kilku stronach ministerstw, bo akurat ktoś to zauważył, że brak. Napisałem do Pana posła, że służę szerszym oglądem spraw godła. Cisza martwa. Bo jednorazowa afera jest medialna, ale zajęcie się sprawą już nie. To wymaga, opracowanie, także środków finansowych, ale jakoś łatwiej je zdobyć na kolejne ględzące gremium, które po kolejnej serii bicia piany rozstaje się w poczuciu spełnionego obowiązku, do kolejnego zlotu . 
Mamy furę, a nawet kilka światłych opinii, deklaracji, omówień, tez i antytez i... prowizorka trwa nadal, w najlepsze. 
Orła wstawiliśmy na piedestał na tyle wysoki, by nie musieć się, nim przejmować w sferze praktycznej. M in. o tym mówiłem w wywiadzie "Nie róbmy z orła karykatury" Violetta Rymszewicz, naTemat.pl, 23.06.2013;
„Zmowy, rozmowy, namowy – audycja czterdziesta czwarta” (42,49 min), 
rozmowa o godle z red. Piotrem Wilczkowskim, na antenie radia Wnet, 2.10.2013;
Orzeł może. Patriotyzm jest w nas, rozmowa z red. Joanną Mielewczyk na antenie radiowej Trójki, 21.05.2013

linki do materiałów są tu


MH:Czy, to jest możliwe, czy nie moglibyśmy wykorzystać orła białego jako znaku rozpoznawczego?

ALW: Czy można posłużyć się orłem? 
Oczywiście, wzorem Szwajcarii. Ale nie na zasadzie wtórnego wykorzystania kropki po nazwie Polska, a właśnie wykorzystania godła kraju. 
Podobnie zrobili Anglicy wykorzystując fragment swojej flagi, a nie sprężynki i inne cudaczne duperele wymyślone chyba dla przetestowania naszego budżetu. 
Najważniejsze, że za sumę tego 1 mln. ( dotąd nie wiem właściwie za co) można, by spokojnie stworzyć i wdrożyć sporo z tego co pokazuję w projekcie Orli Dom. Jest też przy okazji tego nowego logo pytanie nad wyraz istotne i drażliwe - czyj to będzie znak? państwowy, jak w UK i Szwajcarii czy prywatno-biznesowy, na co wszystko wskazuje. 
Znak marki Polska nie tylko można z powodzeniem oprzeć na Orle Białym (z ewentualną modyfikacją), nie tylko należy, ale przede wszystkim powinien to być znak urzędowy, za free, co nie oznacza, że puszczony na żywioł a zarządzany, tak jak znakami się zarządza.
Sam bawiłem się tym pomysłem na markę Polska, wzorując się na Szwajcarii, dwa lata temu.

MH:Czy jesteśmy w stanie ugruntować ten nowy znak w świadomości odbiorcy zagranicznego?


ALW: Nie, bo nie stać nas na kampanię na tyle dużą i długotrwałą, by to zaskoczyło. Dotychczasowe kampanie operowały coraz to innymi znakami i to co podniosłem na blogu - nic nie słychać, by robiono jakieś badania efektów , jeśli chodzi o znaki i ich powiązanie w świadomości odbiorcy z Polską. 
No i jest jeden jeszcze niuans, czyli rynki azjatyckie i, islamskie, konia z rzędem, jeśli na tych rynkach wypromujemy słowo "Polska" w takim właśnie zapisie, a nie w ich języku i na dodatek z czymś co jedni kojarzą z Seatem, inni z wężem, czy siekanką.
Patrząc jeszcze na ten znak z punktu widzenia finansów, będzie to przypuszczalnie najpiękniejsza i najkosztowniejsza wpadka, którą za kilka lat zastąpi nowa koncepcja równie odkrywcza w warstwie wizualnej. Bo nie chodzi nawet o ten milion teraz.
Płaciliśmy za opracowanie strategii od roku bodaj 2003 do 2007. To logo jest jakoby emanacją tamtej strategii, więc chyba w sumie wyjdzie dużo więcej niż ten milion. Na dodatek tym razem ma byś zrzutka, tych firm co chcą się znakiem promować, ale to postawienie sprawy na głowie.
To państwo chce się promować, (a może jednak nie państwo a zespół SKM SAR?), skoro tak to w interesie państwa powinno być namawianie na stosowanie takiego znaku, a nie kazanie sobie, za to płacić, Polscy przedsiębiorcy w większości unikają wiązania wyrobów z Polską, to są te anglojęzyczne nazwy, rejestrowanie firm w innych państwach, więc dlaczego mieliby jeszcze płacić za coś od czego stronią?

MH:Skąd się wziął ten cały burdel w identyfikacji wizualnej, przecież jest ustawa, która powinna temu zapobiegać?

ALW: Ładnie nazwałeś tę sytuację, ale już teza jaką stawiasz jest błędna. 
To właśnie z tej ustawy i aktów niższych, a właściwie ich braku, jak i braku wzorców elektronicznych bierze się ten chaos. 
Po pierwsze Ustawa ma braki, po drugie ustawa daje prawo posługiwania się godłem, przywilej, nie nakaz i tu zaczyna się interpretowanie, czy musimy, skoro tylko możemy. Przykładem bublowatości są tablice urzędowe, owszem opisane słownie, ale nie posiadające wzorca od dziesiątki lat. 
Przedwojenne unormowanie skasowano razem z wzorcami, nowe opisane słownie delegowało kwestie stworzenia wzorców, których do tej pory żaden z ministrów nie miał głowy uzupełnić. 
Jak są robione tablice? na czuja i tradycje rodzinne. 
Tu masz szerzej


MH:Jak to wygląda w innych krajach?

ALW: Generalnie idzie ku lepszemu - Niemcy, Holandia, Dania, Szwajcaria, Norwegia, Hiszpania, Francja, Estonia, Chile, Wielka Brytania to kraje, ktore dostrzegły wielość zalet jednolitej Identyfikacji wizualnej rządu i może poza Francją dobrze to realizują czerpiąc z tego zysk wizerunkowy i finansowy. 
Próby oddolne podejmowane są w Czechach i na Węgrzech. Nie ma co ukrywać, że wszystkie te realizacje zostały zapoczątkowane decyzjami rządu danego kraju. 
W krajach nowych Unii te próby są podejmowane oddolnie jak w Czechach, na Węgrzech, czy moja. Wyjątkiem jest tu Estonia. 
Trzeba zatem decyzji, determinacji, sprawnego managementu nad całością, a potem sprawnego brandmanagera sprawującego pieczę nad systemem, najlepiej elektronicznym.
W swoim opracowaniu, w części nazwanej Godło ministra snuję taką wizję:
"Podstawą wdrażania takiej identyfikacji wizualnej powinna być platforma cyfrowa, służąca również do zarządzania nią, w sposób maksymalnie uproszczony dla korzystających. Urzędnik po zalogowaniu się na platformę określał by/wybierał np. typ druku (np. wizytówka) podawał wymagane dane teleadresowe i ilość sztuk i po ich akceptacji uruchamiał automatyczny proces wysłania zamówienia wraz z odpowiednim plikiem do drukarni, skąd otrzymywał, by gotowy pakiet druków, zgodny w każdym calu z przyjętymi wzorcami. Dla takiej platformy cyfrowej była, by możliwość przygotowania standardowych wzorców dla wszystkich rodzajów druków używanych w urzędach, przy czym poszczególne ministerstwa mogły, by posiadać dodatkowe wzorce dla własnych druków specjalizowanych, do których dostęp można ograniczyć jedynie dla pracowników danej jednostki. 
Taka forma zarządzania identyfikacją wizualną rządu pozwala na opanowanie jednostkowych, czasem przypadkowych, odstępstw od wzorca, zarazem pozwalając na oszczędności czasowe i finansowe z racji uniknięcia wielu przetargów na te same de facto druki, a poprzez ich komasację (ilość i ciągłość zamówień) na łatwiejsze negocjowanie najbardziej optymalnej ceny u wykonawcy, przy zachowaniu najwyższej jakości wykonania."
Wizja, wbrew pozorom, jest całkowicie realna, vide rozwiązanie Niemieckie.


MH:Pewien ze znanych blogerów i opowiadaczy historii [Paweł Tkaczyk] napisał, że przecież nikt nie zna logotypów innych krajów, czy takie logotypy są potrzebne. Bo ja faktycznie nie kojarzę, żadnego.

I po części ma rację, bo, żeby było weselej na ogół, jeśli jakieś potrafimy wymienić to są , to znaki promocji turystycznej danego kraju, a tu mowa o marce kraju jako takiego. Adekwatnym do tamtych znanych logo u nas będzie znak Polskiej Organizacji Turystycznej, a właściwie nawet nie on a używany przez nich znak "a la pas słucki". 
Marka kraju to coś i szerszego i wyższego rangą, przynajmniej teoretycznie, bo promującą wszystkie dziedziny od biznesu, inwestycji, przez kulturę do turystyki. 
Bo to marka kraju, nie logo promocyjne.

Co nam da to , że posprzątamy cały ten wizualny bajzel?

Zyski są wielostronne. Promocja kraju jednolitym dizajnem - przykład Holandii pokazywanej wszędzie jako wzór. Jednolity dizajn pokazuje poukładanie kraju, z poukładanymi pracuj się chętniej - inwestycje. Zysk finansowy w postaci oszczędności na takiej jednolitej identyfikacji - koszty druków i innego brandowania są wspólne, a co za tym idzie znormalizowane i niższe.
Czytelność informacji dla obywatela, co jest strukturą państwa, a co nią już nie jest. Przejrzystość wykorzystania np. floty samochodowej instytucji - w Holandii opracowano obrandowanie wszystkich samochodów rządowych, ale też ujednolicono wygląd wszystkich służb ratunkowych. 
Porównałem kiedyś rząd do korporacji. Jeśli się przyjrzeć tym korporacjom to ich wizerunek jest bardzo precyzyjnie zaplanowany i konsekwentnie wprowadzany (corporate identity) dlatego oni wyglądają dobrze a nasz rząd kiepsko. 
Właściwie trudno mówić o wizualnej jedności rządu, raczej o totalnym sobiepaństwie jego jednostek, każdy robi co mu w duszy gra nie przejmując się innymi, wydając kolejne fundusze na kolejne strony, loga i PR, ocieplanie wizerunku. Ale rząd nie jest od ocieplania sobie wizerunku a od służenia suwerenowi, tak jak i każdy szczebelek drabiny urzędniczej. Niestety, to w Holandii, nie z nami takie numery Brunner mawiał słynny agent.

MH:Czy można jakoś pomóc przy porządkach?


ALW: Czy można pomóc? Oczywiście, z jednej strony brakuje mi na niektóre szczegółowe tematy informacji - np. chciałbym dotrzeć i sprawdzić orły w postaci czcionek, do składu ręcznego, były takie za PRL. Powiększam także zbiór wizerunków orła na budynkach, monetach i znaczkach pocztowych, ale brakuje mi fotografii orła w różnych miejscowościach, niektórych zapewne jeszcze przedwojennych a mniej znanych, czy wręcz fotografii orłów w kościołach czy klasztorach.
Chciałbym też wydać pierwszą część z herbem małym tak, by projekt był szerzej dostępny, są zainteresowani kupnem, niestety nie ma zainteresowanego wydawcy czy sponsora, koszt 20-25 tys. za druk 1000 egz. niestety jest dla mnie zbyt duży. Jest także zainteresowanie książką z zagranicy. Rozważałem wydanie e-booka, ale odradzono mi i chyba słusznie, to nietypowa książka, oparta owszem także na tekście, ale gros stanowią ilustracje. Kolejna sprawa to dotarcie do większej ilości zainteresowanych tematem. 
Więcej ludzi znających projekt to szansa na rzeczywiste podjęcie dyskusji nad tematem.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...